Niedawno, a dokładnie szóstego lutego cała Norwegia obchodziła
Święto Narodowe Samów. Samowie, to pierwotny lud zamieszkujący Skandynawię,
żyją oni w Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. Mają swój język, flagę, stroje
ludowe, a nawet parlament. Tak, to ci ludzie, którzy znani są z hodowli reniferów na dalekiej Północy ;-)
Dlaczego co roku we wszystkich przedszkolach, szkołach i w
wielu instytucjach obchodzi się święto, z którym większość Norwegów nie ma nic wspólnego? Wszystkie instytucje, również Kościół Norweski pomagają podkreślić ten dzień. Z tego, co jest o Samach w napisane sieci, wynika, że zamieszkują odległą północ
Europy i jest ich stosunkowo niewielu.
To tak, jakby cała Polska obchodziła hucznie jakiś „Dzień
Kaszuba” lub coś podobnego.
Zastanawiałam się, dlaczego Norwegowie tak uroczyście
obchodzą święto Samów? Czy to nie dlatego, żeby się zrehabilitować? Kiedyś
traktowali Samów jako obywateli drugiej kategorii, wyrządzili im wiele krzywd, mordowali, zakazywali używać swojego języka, kulturę próbowali wykorzenić. Ale to się zmieniło i to bardzo.
Opowiem Wam, jaką piękną lekcję można wynieść ze swojej własnej, niechlubnej historii.
Zacznę o tym, jak trzy lata temu, pierwszy raz
zetknęłam się z tym świętem. Szóstego lutego, poszłam do pracy na zastępstwo do
pewnego przedszkola i nie wiedziałam, że trafię na jakieś tam święto Samów.
Już na samym początku zdziwiło mnie to, że w przedszkolu
wiszą kolorowe flagi, których nigdy wcześniej nie widziałam. Dopiero w czasie apelu
wszystko stało się jasne. Był pokaz strojów ludowych, skóra renifera do
pogłaskania, nauka podstawowych słów w ich języku. Ale najbardziej zaskoczyło
mnie to, kiedy pracownicy puścili płytę CD z tradycyjnymi samskimi pieśniami,
wykonywanym w stylu joik, czyli jodłowanie. To było jak pieśń szamana, który w
jedynie sobie znanym języku zawodzi dawną pieśń o czasach i świecie, który już
nigdy nie powróci. Można było niemal poczuć zew północy i tęsknotę za dawnym,
półkoczowniczym stylem życia. W tej pieśni można było usłyszeć biegnące stada
reniferów i zanurzyć się w mroku nocy polarnej i w przenikliwym mrozie. Tu, na
południu Norwegii, w wielkim mieście.
I nagle za moimi plecami ktoś zaczął jodłować razem z głosem
z płyty. To była jedna z pracownic przedszkola. Znała dokładnie wszystkie
zwrotki piosenki w tym języku. W międzyczasie jakaś około pięcioletnia
dziewczynka również zaczęła jodłować. A dzieci siedzące obok na materacu pytały,
skąd ona to umie? Dziewczynka odparła, że z domu, że to rodzice jej tak
śpiewają przed snem.
Tu w dużym mieście, gdzie renifera można zobaczyć co najwyżej
jako dekorację w wystawie sklepowej albo w zamrażarce w markecie raz na jakiś
czas. Wyobraziłam sobie wtedy, że ci
mityczni Ludzie Północy przechodzą obok mnie na ulicy i robią zakupy w tym samym sklepie co ja. Jeżdżą samochodami
elektrycznymi i tramwajem. Korzystają z aplikacji mobilnych. I nie mają na sobie
butów ze skóry foczej, nie śpią na skórach z renifera. A gdybyście ich zobaczyli na rynku we
Wrocławiu nigdy nie zgadlibyście jakiego są pochodzenia, bo wyglądają jak
zwyczajni Europejczycy.
Każdego roku, szóstego lutego, w każdym przedszkolu jest
uroczysty apel dla wszystkich, nawet najmniejszych, rocznych dzieci.
Nauczyciele zawsze mówią wtedy, że to jest piękne, że jako mieszkańcy jednego kraju, jesteśmy tak podobni i
tak różni jednocześnie. Norwegowie są z tego autentycznie bardzo dumni. Są
dumni, bo nauczyli się, że różnorodność kultur w jednym kraju nie musi
oznaczać problemów, jeśli wszyscy będą się szanować. Ale tego trzeba się nauczyć.
Teraz bycie Samem to powód do dumy.
Szóstego lutego, także w przedszkolu moich dzieci zawisła
flaga Samów, na drzwiach rysunki, słówka w tym przedziwnym, jak dla mnie podobnym
do fińskiego – języku, wiszą do dziś. I każde przedszkole robi zdjęcia,
zamieszcza na fejsie i chwali się, że ich podopieczni uczą się o tej niezwykłej
kulturze. Bo absolutnie nie wypada się nie pochwalić.
Bardzo ciekawy i pięknie napisany artykuł:)
OdpowiedzUsuńDziękuję :-)
Usuń